|
Oto tekst jaki pojawił się 22.05.2002 na grupie newsowej pl.rec.zeglarstwo.szanty, który tutaj za zgodą (i delikatną sugestią ;) Autora publikujemy. Relacja jest długa, ale warto ją przeczytać!
Po Kubryku - pisze Maciek Jędrzejko z Banana Boat
Chciałem pogratulowac Refom, a w szczególności Jurkowi Rogackiemu wspaniałego festiwalu. Przepraszam, że wyszliśmy na scenę trochę bez energii, ale natknęliśmy się po drodze na tragiczny wypadek samochodowy (zderzenie czołowe Tico i Matiza... niestety byliśmy przed pogotowiem...) i jakoś uszło z nas całe powietrze.
Dla nas festiwal zaczął się już w piątek - najpierw w Zapiecku - przesympatyczna łódzka ekipa ciepło nas przyjęła za co jestem wdzięczny. Barman stawiał nam darmowe alkohole co baardzo miło wspominam! :-))) Po nas zagrał Sylwek Karnafel z całym recitalem - muszę powiedzieć, że głos tego czlowieka mnie fascynuje. Po nim Mirosław "Pestka" Peszkowski przypomniał stare kawałki - az się łza w oku mym bladym zakręciła. Dzieki ci Pestko. Na koniec Refy z Ianem Woodsem wykonali kilka naprawdę klasycznych szant a cappella, na zakończenie wystepu Ian zaśpiewał jakąs piosenkę prosto z Amerykańskiego Kościoła (Ooooooh Lord!!!! brothers and sisters!!!!!) czym rozbawił do łez wszystkich. Podobno w nocy jeszcze były Dzwony, ale niestety nie spotkaliśmy się.
Potem nocleg w Wiśniowej Górze gdzie zaciesśśsssnnnnnilisśśśsssmy braterskie stosunki z North Cape'ami - niestety nie wiem jak się wieczór skończył, bo podobno zasnąłem w połowie niedokończonego zdania przy stole. :-)))
Niestety nie wiem też, któremu z chłopaków wpadł ten szalony pomysł do głowy żeby zastartować w regatach na Sulejowie i na własną prośbę po dwóch godzinach zostaliśmy brutalnie wyrwani ze snu przez Kasię Tomczyk (buźka!), która nas zawiozła, jeszcze zdrowo rozweselonych i mocno zmeczonych, nad zalew. Kac dopadł nas dokładnie wtedy gdy jeszcze dostęp do jakichkolwiek napojów był zamknięty... o zgrozo. Po dwóch godzinach otwarli barek, więc przyssaliśmy się do butelek z wodą po czym udaliśmy się na przydzieloną łódkę (Mikro o wdzięcznej i znajomej nazwie "CZTERY REFY"). Oczywiście natychmiast zasnęliśmy. Obudziły nas pioruny i tupot nóg po kei i jakaś miła Pani z łódzkiej regionalnej telewizji (mam nadzieję, że nie puścili tego materiału ;-))))))
Chyba ze 40 jachtów open class ;-))) stanęło do regat na trasie: Smardzewice (Port Jachtowy MARUŚ przy tamie) - Bronisławów (Przywodny Ośrodek Wypoczynkowy "WODNIK", "U ŁYSEGO")
Na dobre obudziliśmy się gdy zaczęło lać i pioruny waliły na lewo i prawo. Nikt z uczestników się nie przestraszył burzy i z pieśnią na twarzy płynęliśmy co sił nie bacząc na ulewę. Do mety dopłynęlismy jako 4 jacht !!! (yyyymmm tyle, że od końca.... :-))) ale w znakomitych humorach z bananami na twarzy (ouuups krypto...).
Potem coś na ruszt i koncert - chciałem pogratulowac nagłośnienia - super nowoczesny sprzęt (sam sobie sprawdzał kanał lewy, prawy, sam do siebie gadał po angielsku - czary!!!!) wydawało się, że tych parę głośniczków nie ma szans tego nagłośnić, a jednak ! Dostaliśmy od jednego mocno rozweselonego widza po lodzie (rożku ;-)))) oraz po piwie, byleby tylko dedykować każdą następną piosenkę jego dziewczynie. Było wesoło. Potem znów sie rozlało i wszyscy sie stłoczyli pod namiotem. Ku uciesze panów - panie siadały im na kolanach i zrobiło sie bardzo radosnie :-)))
Potem na scenę weszły Perły i Łotry, ale niestety nic Wam o tym nie opowiem bo musiałem jechać po autko i nie miałem okazji ich posłuchać.
Potem koszmarna droga do Łodzi i dojechaliśmy spóźnieni 30 minut przez ten wypadek na Kubryk. Dzięki Jurku za wyrozumiałość, a innym zespołom za możliwość poprzesuwania ich wystepów.
Jak tylko wszedłem na salę natychmiast oczarowała mnie atmosfera. Akurat trafiłem na samą koncówkę występu Jurka Porębskiego i Andrzeja Koryckiego - brawom i owacjom nie było końca.
Byłem zachwycony nagłośnieniem na Kubryku - choć trochę krępujace jest to, że akustyk siedzi przy samej scenie, ludzie nie bardzo mogli podejść ale najwyraźniej tak trzeba.
Konferansjerem na koncercie był Śmigiel czyli Andrzej Śmigielski - człowiek absolutnie niezwykły - miałem okazję z nim przegadać całą następną noc. Wspaniały Człowiek. Widac że Smigiel jest lubiany w Łodzi, bo nawet Jurek Rogacki postanowił mu wręczyć WIKTORA, ale niestety jedyny Wiktor jaki był dostępny to Wiktor Bartczak z Czerech Refów (flażolecista) - jak się dowiedział, że mamy go wręczyć Śmigielowi, to w te pędy zwiał ze sceny i zaszył się gdzieś głęboko - przypuszczam, że w toalecie :-))) Mianowicie pomysł Rogatego był prosty - złapać WIKTORA w pięciu chłopa, żeby się nie wyrywał i wręczyć go oficjalnie Śmigielowi. No niestety nie udało się, ale pomysł był boski! ;-)))) Śmiegiel podsumował tylko ze sceny ze generalnie lubi chłopców, ale woli dziewczynki i koncert zakończył się all hands on deck'iem czyli wspólnym odśpiewaniem Pożegnania Liverpoolu.
Kolejna Noc w Wiśniowej Górze była ciężkim wyzwaniem dla wątroby, ale jakoś sobie poradziliśmy. Kochani musze sie pochwalić - jesteśmy pierwszymi ludźmi przez których IAN WOODS stracił głos!!! Całą noc go męczyliśmy, aż w końcu zaniemógł biedaczek!!! Podobno od 20 lat mu się to nie zdażyło!!! :-)))))
Na drugi dzień ledwo zwlokłem się z łóżka, a świat wirował jeszcze dobre 10 minut, aż w końcu zacząłem łapać wzrokiem punkty odniesienia :-))
Muszę powiedzieć, że wszyscy (Banany) odnieśliśmy wrażenie, że Kubryk jest najbardziej ŻEGLARSKĄ imprezą szantową w Polsce. Dla tych, którzy ograniczyli udział w festiwalu do koncertów w Łodzi być może to nie było tak wyczuwalne - Kubryk zawsze miał swój klimat i nie sądzę żeby coś się zmieniło w tym roku, ale pomysł z wyrwaniem sie nad zalew Sulejowski to super sprawa. Załuje bardzo, że żaden inny zespół nie zdecydował się na wzięcie udziału w regatach - to genialna zabawa i myślę, że za rok trzeba tak poukładac swoje plany, żeby wiekszość zespołów kubrykowych wzięła jednak udział w regatach - to fantastycznie zbliża ludzi, a do tego przypomina skąd się wzięło to nasze śpiewanie.Poza wszystkim innym musimy dać po tyłkach Perłom i North Cape'om!!! za tego kaca :-))) A chętnie zmierzymy się i z innymi.
Rzucam rękawicę, kto ją podniesie w przyszłym roku?
|

Banana Boat śpiewają "U Łysego"
|

Drodzy widzowie, więc nasz boysband...
|

Czarna chmura (co rośnie w dali)
|
Wykorzystaliśmy zdjęcia Kasi Tomczyk. Więcej takich zdjęć znajdziecie na oficjalnych stronach kubrykowych - kubryk.szanty.pl. Zdjęć autorstwa psyche w naszej relacji na pewno nie przegapiliście ;-)
Marcin Wilk (Redakcja "szanty.art.pl"), 22.05.2002 r.
|